8/28/2011

Psychologia w czasach nazizmu

  Okres nazistowskiej władzy miał pewien wpływ na losy naukowej, akademickiej psychologii. Pomijając możliwy do ciekawej interpretacji rozkwit i zmierzch niektórych dyscyplin psychologicznych po II wojnie światowej, czasami powracają pytania, jak hitlerowskie władze traktowały środowisko niemieckich psychologów. To samo pytanie można zadać, przy kreśleniu historii psychologii w Związku Radzieckim (na różnorodnych jego etapach), czy w okresie panowania faszystów, lub państw totalitarnych nadal istniejących.  Psychologia posiadała pewne instrumenty praktyczne, choć dawniej nie tak liczne, które teoretycznie mogłyby budzić zainteresowanie władz totalitarnych. Jest to niezwykle ciekawa tematyka, jednak bardzo rzadko podejmowana. Ponadto aż do lat 80. nigdy nie odbyła się rzeczowa dyskusja o samym stosunku psychologii do nazizmu (o tym można przeczytać w książkach U. Geutera „Profesjonalizacja niemieckiej psychologii w okresie narodowego socjalizmu” z 1984r., „Psychologia w czasach narodowego socjalizmu” z 1986r. oraz w książce C.F. Graumanna „Psychologia w czasach narodowego socjalizmu” z 1985r.; co ciekawe brytyjskie wydawnictwo Cambridge Univeristy wydało Geutera dopiero w 1992r.*) Helmut E. Luck, autor podręcznika akademickiego do historii psychologii twierdzi, że psychologowie nigdy nie zajmowali się własną przeszłością ze szczególną starannością. Być może wynika to z tego, że nawet i dziś uważa się, że psychologia w sensie akademickim nie istnieje, a rozwijają się jej różne nurty i dyscypliny, zazwyczaj też oddzielnie, trochę anatagonistycznie. Złączone w jedną naukę starają się udzielać odpowiedzi na pytania o ludzka psychikę na podstawie własnych, specyficznych założeń i wizji człowieka. Trudno, aby taka wielość spojrzeń na wspólne tematy odbywała się na przykład na polu chemicznym. Czy wtedy chemicy staraliby się dojrzeć i dbać o „wspólną” przeszłość?
  Do tej pory powszechnie uważa się, że psychologia musiała się „wycofać” czy „zamrozić” w okresie nazistowkich Niemiec, a nowy ustrój odniósł się do tej dziedziny jednoznacznie nieprzychylnie. W rzeczywistości sytuacja była bardziej skomplikowana i nie tak monochromatyczna, o czym warto pamiętać. Według Lucka te półprawdy rozpowszechniano niejednokroć celowo.
  Jednym z tych bezsprzecznych dziś faktów były działania eliminujące Żydów z przestrzeni publicznej; a odbywało się to na wszystkich piętrach społeczeństwa, dotyczyło naukowców, profesorów, nierzadko już wtedy zasłużonych (najlepszym tego przykładem były losy Zygmunta Freuda). Prawnie odnosiła sie do tego wprowadzona  7 kwietnia 1933r. „Ustawa o odnowie stanu urzędników państwowych”. Żydowskiego pochodzenia była śmietanka psychonalityków i psychologów, co w jakimś stopniu może tłumaczyć upowszechnienie poglądu, że w Trzeciej Rzeszy psychologia przestała się rozwijać. „Niearyjczykami” byli Max Wertheimer, Alfred Adler, Zygmunt Freud, Dawid Katz, William Stern, Adhemar Gelb, Otto Selz, Kurt Lewin.
  Jak pisaliśmy, jeśli ktoś by myślał, że nazistowska semitofobia nie będzie nękała samego Zygmunta Freuda, będzie musiał być w błędzie. Hitlera zdawała się szczególnie podrażniać psychoanaliza (co samo w sobie jest interesujące), dlatego już w 1933r.,  gdy doszedł do władzy, nakazał publiczne spalić dzieła Freuda. Partyjny lider tak uzasadniał widowisko: „Przeciwko niszczącemu dla duszy przecenianiu życia seksualnego i w imię szlachetności ludzkiej duszy”. Freud zareagował ironicznie na to wydarzenie: „Jakiż postęp się dokonuje. W średniowieczu spaliliby mnie, dziś zadowalają się spaleniem moich książek”. W rzeczywistości w kraju postępowała silna i skuteczna kampania przeciwko ruchowi psychoanalitycznemu. W kręgach naukowych zaprzestano w ogóle wymawiać nazwisko jej przodownika, zamknięto w szafach jego książki, a sam Freud miał przestać istnieć w zbiorowej świadomości. Instytut Psychoanalizy w Wiedniu został zamknięty w 1936r., co na pewno było dużym ciosem dla środowiska.
  Do 1934r. psychologowie żydowskiego pochodzenia w większości opuścili kraj. Kurt Lewin wyemigrował do Stanów Zjednoczonych, natomiast Otto Selz do Holandii, skąd został deportowany do KL Auschwitz i tamże zamordowany. Freud jednak od osiemdziesięciu lat mieszkał i żył w Wiedniu, toteż bez pojawienia się bezpośredniego zagrożenia ze strony Niemców nie zamierzał opuszczać ojczyzny. Dopiero gdy wojska niemieckie wkroczyły do Austrii w roku 1938, a niedługo potem Anna Freud została aresztowana, podjął decyzję o emigracji do Anglii. Naziści umożliwili tę ucieczkę wyjątkowo ze względu na prośbę władz amerykańskich (cztery siostry Freuda zostały zamordowane w obozach koncentracyjnych). Jak wiadomo niedługo po przyjeździe do Anglii Freud zmarł. Jego życia nie zdążył zakończyć nowotwór, ale ustalona z lekarzem Maxem Schurem odpowiednio większa dawka morfiny.
  W 1935r. Wolfang Kohler, psycholog postaci niemieckiego pochodzenia, opuścił Niemcy nie mogąc zaakceptować zmian, jakie wprowadzali naziści do berlińskiego Instytutu Pscyhologii i Pscyhoterapii, którym zarządzał. Na salę wykładową wpadła grupa bojówkarzy po tym, jak w trakcie wykładu krytycznie odniósł się do reżimu. Nie zrezygnował jednakowoż z działań, za które błyskawicznie mógł otrzymać wyrok śmierci. Kohler dosyć otwarcie usiłował lekceważyć wspomnianą wcześniej ustawę o urzędnikach państwowych, nie poprzestawał na próbach ochrony swoich pracowników. Opublikował krytyczny i głośny list w prasie, w którym wyraził swoje zdanie na temat wydalenia z uczelni żydowskich profesorów. Ulfried Geuter zauważył, że Kohler jako jedyny psycholog nie-Żyd zaprotestował przeciwko tym antysemickim praktykom. Tę trochę odosobnioną postawę przypomniała Mary Henle w artykule opublikowanym w American Psychologist w 1978r., pt. „One man against the Nazis: Wolfgang Kohler”. Ale opór nazistom stawiał również zamordowany przez nich Kurt Huber, monachijski profesor ze znanej grupy oporu „Weisse Rose”.
  Zdecydowana bowiem część świata akademickiego i studenckiego  odnosiła się przychylnie do nazistów. Może zadziwić opinia jednego z profesorów, że Adolf Hitler był „wielkim psychologiem” (w takim razie psychologią musiałyby kierować przeciwstawne siły białej i czarnej magii). Rząd poparli działacze Niemieckiego Towarzystwa Psychologicznego i nie opierali się przed zwalnianiem z czasopism pracujących tamże Żydów (a w tym czasie nie był to jeszcze wymóg prawny).
  Tragiczne losy żydowskich psychologów mogą zaprowadzić nas do błędnego wniosku, że naziści nie znosili psychologii i chcieli ją zreformować na kształt przez nich oczekiwany. To jednak nieprawda. Hitler nie znosił jedynie psychoanalizy (i wszystkich Żydów). W Wiedniu zlikwidowano Instytut Psychoanalizy, ale krótko potem w 1936r. założono w Berlinie Niemiecki Instytut Badań Psychologicznych i Psychoterapii. Trzeba pamiętać, że te niemal osiemdziesiąt lat temu psychologia naukowa wyglądała trochę inaczej, innymi rzeczami się zajmowała, co innego tę naukę interesowało, a ponadto innym rodzajem wiedzy operowała. Tak więc nadal zrozumiała, ale nie uzasadniona jest pokusa, by dopytywać, jaką to okrutną rolę dla psychologii przewidział Hitler. Nie przewidział żadnej, bo żadnej odgrywać wtedy nie mogła. Luck pisze, że w oczach nazistów psychologia nie posiadała wielkiego znaczenia, nie widziano, aby mogła być przydatna choćby politycznie. Historyk zauważa, że nie było także wiadomo, z jakich powodów należy ją zlikwidować. Niemieckie Towarzystwo Psychologiczne oraz zawodowi psycholodzy w większości chcieli pracować dla dyktatury i szukano z nią porozumienia. „Na podstawie wszystkiego, co można było dotychczas ustalić, psycholodzy nie współdziałali w (...) propagandzie, ani w obozach koncentracyjnych” (Helmut E. Luck, „Historia psychologii. Orientacje, szkoły, kierunki rozwoju”, str. 21). Na co więc zdali się hitlerowcom wykształceni psychologowie, zanim na świecie zainteresowano się merketingiem, reklamą, NLP, manipulacją, mechanizmami ludzkich zbiorowisk? Otóż ich rola przedstawiała się trochę skromnie. Gdy zaczęto rozbudowę Wehrmachtu powstały posady w wojsku i marynarce wojennej, gdzie psycholodzy zajmowali się takimi sprawami, jak specjalistyczne określanie przydatności wojennej. Ponieważ Hitler bardzo przyklaskiwał ruchowi eugenicznemu, a zabiegi sterylizacyjne wykonywano masowo na społeczeństwie niemieckim, warto odnotować, że medycy razem z psychologami dokonywali selekcji, pisali podania o wykonanie zabiegu oraz przeprowadzali obserwacje i testy inteligencji (treść zawartych w nich pytań dzisiaj wydaje się groteskowa). O eugenicznym świecie obficie pisze Macie Zarembaj Bielawski w wydanej w 2011r. książce „Higieniści. Z dziejów eugeniki”.
  Tak więc rola zawodowych psychologów w Rzeszy nie była ani doniosła ani zbyt praktyczna (tak jak teraz mogłaby, a na szczęście nie była). Stanowiska pracy w wojsku i lotnictwie zostały zlikwidowane wraz z nadejściem 1942r. Straty na froncie, jakie poniósł Hitler sprawiły, że selekcja zołnierzy nie była już potrzebna, a zupełnia zbędna.
  Temat, który poruszamy wymagałby oczywiście głębszych badań bibliograficznych. Takich dokonali historycy, których książki polecamy w liście poniżej. Niestety nie zostały przetłumaczone na język polski, rzadko na angielski. Pod koniec zwrócimy uwagę na pewien problem, delikatny, choć mogący mieć pewne znaczenie. W psychologii poznawczej badacze zajmują się m.in. kognitywnymi różnicami między kobietami i mężczyznami. Z reguły wokół tego tematu nie ma większych kontrowersji, ponieważ dużą część badań popiera się nie tylko wynikami eksperymentów, ale także konkretnymi różnicami w anatomii mózgu. Zawsze przy tym zaznacza się (lub powinno), że nadal nie wiadomo, jak duży wpływ na różnice płciowe ma środowisko społeczne i oczekiwania wobec danej płci, a przypuszcza się, że może być to wpływ kluczowy. Przy tym pojawiają się głosy, że jest to grząski teren badań ze względu na... płeć badaczy. Nie umknie nikomu uwagi, że przewagę mają tutaj badaczki. Na szczęście problem zauważają i podkreślają one same, a więc wystepuje świadomość (potencjalnego) problemu. Ten sam zarzut można delikatnie kierować w stronę niemieckich historyków, którzy kreślą dzieje narodowej nauki w starciu z opresywną hitlerowską dyktaturą.

Lektura uzupełniająca:
Ulfried Geuter, „Die Professionalisierung der deutschen Psychologie im Nationalsozialismus”, 1984
Ulfried Geuter, „Psychologie im Nationalsozialismus”, 1986
C.F. Graumann, „Psychologie im Nationalsozialismus”, 1985

Bibliografia:
Duane P. Schultz, Sydney Ellen Schultz, „Historia współczesnej psychologii”, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, 2008
Helmut E. Luck, „Historia psychologii. Orientacje, szkoły, kierunki rozwoju”, wyd. VIZJA PRESS&IT, 2008
Maciej Zaremba Bielawski, „Higieniści. Zdziejów eugeniki”, wyd. Czarne, 2011

*Co ciekawe Ulfried Geuter napisał także książkę „Homoseksualni w Niemieckim Ruchu Młodzieżowym” („Homosexualitat in der deutschen Jugendbewegung”), niestety nie przetłumaczoną na język angielski.

6/08/2011

Wstęp do poczucia własnej wartości: Glenn R. Schiraldi

Sensus, 2007; 34,90zł

Postanowiliśmy zająć się książką, która była w Polsce pozycją bardzo popularną i znaną.  Poradniki, a szczególnie te o bezpośrednim tytule skierowanym do laików, cieszą się dużym zainteresowaniem klientów empików. Motywacje konsumentów muszą być różne, ale zważywszy na specyficzny trening wychowawczy w naszym kraju, a przede wszystkim wszechobecną obrożę społeczną, książka o tytule „Jak zwiększyć poczucie własnej wartości?” ściąga na siebie procesy selektywnej uwagi mimowolnie.
Na relatywną korzyść publikacji już od początku przemawiało wydawnictwo, które ją wydało. Sportowo pływający w świecie psychologicznym czytelnicy wiedzą, że seria Sensus gliwickiego wydawnictwa Helion jest bazą książkową wszelakiego poradnictwa, która to jednak w oczywisty sposób ustępuje gdańskiemu i akademickiemu GWP. GWP od pewnego czasu (od dziesięciolecia firmy w 2001r.?) zajmuje się nadprodukcją książek psychologicznych, licząc na zainteresowanie niekoniecznie naukowego środowiska. Niemniej jednak polecam bycie na bieżąco z ofertą GWP, która szybko się uaktualnia o świeże problemy badawcze, a poza tym jest solidnym źródłem wiedzy dla akademików.
Autor książki, Glenn Schiraldi (PhD od 1983r.) jest wykładowcą na Uniwersytecie w Maryland na wydziale Zdrowia Publicznego; zajmuje się zarządzaniem stresem, stresem pourazowym, samooceną, złością i lękiem. Prowadził zajęcia w Pentagonie z radzenia sobie ze stresem.  Program treningowy „Jak zwiększyć poczucie własnej wartości” jest elementem cyklu wykładów Schiraldiego  „Stres a zdrowy umysł”.  Często zadaję sobie pytanie, dlaczego fantastyczni eksperci, ludzie ze świata naukowego i specjaliści tak często dają się skusić na napisanie prostego w formie poradnika, który zamiast być nowym ujęciem i propozycją, nalewa sobie śmiało z dzbana znanych  technik i ludzkich oczywistości, które grzeszą o tyle, że pochodzą ze zdrowego rozsądku.
Książka wysiana jest dodającymi otuchy cytatami („Pozwalanie, by okoliczności bądź inni ludzie określali naszą wartość, daje im niestosowną kontrolę i władzę”, „Problemy to słabości, których rozwiązywanie nas wzmacnia”), zasłyszanymi historiami, opowiastkami o studentach, jak Ken Kirk, którego „promieniujący cichym wewnętrznym zadowoleniem” wiersz ukazał się w książce. Za jedyną refleksyjną opowieść uznałam tę o rodzicu, który naprawiał z synem rower.  Jeden z sąsiadów zwrócił mu uwagę: „Dlaczego poświęcałeś cały dzień na naprawianie tego roweru ze swoim synem, skoro w sklepie rowerowym poradziliby sobie z tym w godzinę?”. Tata odparł: „Ponieważ wzmacniam swojego syna, a nie naprawiam rower”. To książka dla tych cór i synów, których rowery był naprawiane w sklepie.
Staram się wejść w skórę czytelnika, do którego Schiraldi skierował swoją książkę i ocenić, na ile mielonka poradnicza pomogłaby mi po skończonej lekturze. Autor stworzył program treningowy, w który radzi zainwestować czasowo. Jego przebycie potrwa 125 dni, co sprawia, że my czytelnicy, zaczynamy czuć się, jakbyśmy znaleźli się w profesjonalnych, psychoterapeutycznych rękach. Proszę nie wierzyć własnym wrażeniom, lecz mimo to przeznaczyć pewną ilość czasu na kolejne etapy książki. Zastanawianie się nad zdrowym podejściem do samego siebie czy rozmyślanie nad tym, kim właściwie jesteśmy, nigdy nie powinno być nam ograniczone. Książka poprowadzi nas rozsądnymi ścieżkami do zrozumienia, dlaczego jesteśmy wartościowi. Nie należy się temu przewodnictwu opierać.
W pewnym sensie nazwałabym poradnik Schiraldiego pełnometrażowym, ponieważ nie pominął on najbardziej funadamentalnej tutaj kwestii, jaką jest nierozłączność umysłu i ciała. Niezależnie, jak anatomicznie podzielimy i nazwiemy byt, jakim jesteśmy, niezależnie jaki rodzaj zaawansowania mamy w tej niematerialnej topografii umysłu, wiemy na pewno, że ani psychika ani ciało nie będą zdrowe, jeśli któreś się przeziębi. Jeśli nie pozwolimy ciału zaspokoić swoich elementarnych potrzeb (dostarczanie składników mineralnych, potrzeby ruchu, potrzeby regeneracji: sen, relaksacja oraz potrzeby bliskości cielesnej/seksualnej z druga osobą), braki te przenikną w różnej formie (energetycznej, informacyjnej) do mózgu, na co zareaguje psychika, i wcale jej się to nie spodoba. Natomiast jeśli przeziębi się i ona, tzn. zaczną walczyć ze sobą jej dwie groźne instancje: Id i Superego, a trzecia: Ego, zostanie dociśnięta przez nie do muru, cóż... Sztandarowym efektem tej nieustannej bitwy są wszystkie zaburzenia nerwicowe, od nerwicy serca po skurczowe reakcje mięśni. Badania mówią także, że konflikty w psychice mogą osłabiać system immunologiczny, na co wskazują teorie oparte na dypozycyjności energii. W pewnym momencie nie wystarczy nam jej, aby obronić się przed gorączką, bo została zaabsorbowana na burze wewnętrzne.
Toteż zachęcam do dokładnego przyjrzenia się drugiemu rozdziałowi „Przygotowanie od strony fizycznej”. Sam Schiraldi zauważa, że większość z nas jest skłonna przyznać rację powiedzeniu „w zdrowym ciele zdrowy duch”, ale z różnych powodów wymigujemy się od praktycznego skorzystania z tej mantry. „Nie możesz ignorować swojego ciała i oczekiwać, że będziesz dobrze się czuł. Czas zainwestowany w zdrowie fizyczne to dobra inwestycja, która wpływa na poprawę zdrowia psychicznego”. Schiraldi cytuje badania Sonstroema z 1984r., które potwierdziły, że ćwiczenia fizyczne poprawiają samoocenę. Mieszkając w Warszawie nie widziałam innej okazji do ruchu niż zapisanie się w weekend na basen albo sobotni spacer po lesie kabackim. Niestety, ale stolica przez swoją terytorialną obszerność nie sprzyja porannemu marszowi do szkoły czy pracy (niewiele osób obejdzie się bez środków transportu), a jest to najlepszy sposób, żeby sie obudzić, lepiej poczuć i poradzić z dniem na sali wykładowej. Co gorsza, taki spacer musiałby być regularny, bo dni robocze rozpoczynają się przez pięć dni w tygodniu. Ciekawe wyniki przyniosły hiszpańskie badania z zeszłego roku, według których piętnastominutowy spacer do szkoły znacząco polepszył wyniki w nauce u dziewcząt (patrz) Jak pisze Wyborcza.pl, już wcześniej znano pozytywną zależność między aktywnością fizyczną a poprawą procesów pamięci i koncentracji.
Schiraldi stara się doradzić czytelnikom, co i w jakich proporcjach jeść. Mam jednak wrażenie, że tak gruntowna zmiana jak ta dotycząca nawyków żywieniowych, co jest poważnym psychicznym przedsięwzięciem, musi się oprzeć na czymś więcej niż na powtórce reguł poznanych na przyrodzie w czwartej klasie. Sensus przygotował na papierze dużo miejsca na zapiski, więc niepoważnie byłoby tej marketingowej szczodrości nie wykorzystać. Możemy w środku stworzyć swój pisemny plan higieny snu, aktywności fizycznej i żywienia. Na następnej stronie przygotowane zostało menu posiłków do samodzielnego wypełnienia, a kilka stron dalej wielka tabela na „pierwsze czternastodniowe zobowiązanie” i „codzienne wyniki”.  Nie pozostało nam nic innego jak przez dwa tygodnie stosować techniki samokontroli i sporządzać codzienny samoopis.
Ciekawy z mojej perspektywy jest rozdział następny, który opowiada o teoretycznym podłożu poczucia własnej wartości. Schiraldi przygryzając wąs zauważa: „Jeśli chcesz mieć poczucie własnej wartości, dobrze wybierz sobie rodziców”. Ale podaje też przykład realnie istniejących osób, których rodzice nie wysyłali komunikatów o bezwarunkowej miłości, a mimo to osoby te mają poczucie własnej wartości. Właściwe jest ostrzeżenie autora, że nie można uzależniać poczucia własnej wartości od umiejętności czy osiągnięć, albowiem gdy tylko doświadczymy porażki, uznamy, że żadnej wartości nie mamy. Korzeniem tej książki jest przekonanie, że każdy z nas jest niemierzalnie wartościowy z nadania (w książce „rdzenne ja” – „human core”) i nie jest to uzależnione od czynników zewnętrznych. W tym rozdziale możemy też się ze sobą rozliczyć: zostajemy zachęceni, by napisać, jakie według nas są zalety oraz wady braku poczucia własnej wartości. Zostaje tu przemycone złośliwe zapytanie, czy poczucie własne wartości (tak jak emocje) jest  funkcjonalne, tj. czy istnieje niefunkcjonalne poczucie własnej wartości. Moglibyśmy powiedzieć, że smutek zdaje się być niefukcjonalny – ale w rzeczywistości spełnia określone funkcje, jak odnowa energetyczna organizmu czy czas na refleksję nad dotychczasowymi działaniami. Czy zawyżone poczucie własnej wartości jest zatem funkcjonalne? A czy zaniżone jest? Jakie tantiemy pobieramy za stosunek do samego siebie?
Uwagę przykuł „Codzienny Rejestr Myśli”, czyli kilka dużych tabelek, które pomagają w uporaniu z destrukcyjnymi myślami. Jest to o tyle ciekawe zagadnienie, gdyż destrukcyjne myśli są zjawiskiem powszechnym niezależnie od tego, jak wysokie poczucie własnej wartości mamy, choć oczywiście w związku z nim inaczej przebiega (tj. mogą pojawiać się niezwykle rzadko) Ludzie o pewnej ponurowatości nie dość, że uznają je za udręczenie, to będą jeszcze walczyć z perseweratywnością. Ta książkowa terapia zachęca opisania zdarzenia, które sprawiło, że czuliśmy się źle lub nieprzyjemnie, opisania emocji, które odczuwaliśmy oraz oceny intensywności tych emocji. W trakcie analizy swoich myśli razem z autorem polujemy na fałszywe rozumowanie i zniekształcenia, jakie mimowolnie czynimy. Destrukcyjne myśli, perseweratywność, orientacja na stan i negatywny dialog wewnętrzny, który „zakłóca wzrost i radość życia”.
Niektórzy z nas mogą być rozczarowani niecnym sposobem na rozcieńczanie książki: problemem jest to, że zbyt rozlegle opisuje się tu zagadnienia, a część z nich brzmi infantylnie, „no tak, przecież to jasne”;  część z technik została opracowana przez innych badaczy, a Schiraldi tylko je przywołuje, co przynajmniej w moich oczach uchodzi za niesmaczne zużycie. W końcu książka zapowiadała się autorskim treningiem, a nie operonem. Kwestię złudzenia objętości można zarzucać już wydawcy: duża czcionka, ofensywne wolne miejsca na własne spostrzeżenia i zapiski, na końcu książki strony na notatki. Z drugiej strony przyda się to na pewno osobom zaangażowanym w trening i będzie motywować je do dalszej pracy. Książka do samopomocy oczywiście nie ma zakończenia, bo „wzrastanie to ciągły proces”. Oby więc nie było kontynuacji. Poradniki niewątpliwie spełniają pewną funkcję na rynku, jednak czy realnie pomagają one czytelnikom - miło byłoby zobaczyć badania na ten temat. Można je potraktować jako wstęp do samopoznania; mam jednak wrażenie, że skrywają one iluzję, że pomoc jest na wyciągnięcie ręki (na wysokosć półki). Może to rozczarować osoby z problemami osobowościowymi, dla których prawdziwe samopoznanie zacznie się przez rozmowę z żywym specjalistą. Jest to bardzo szczególny powód, który sprawia, że od poradników powinno się wiele wymagać (jeśli nie poważności to przynajmniej przyzwoitości). Bedę śledzić rynek wydawniczy i tropić pomoce wartościowe, bo takie już znam i na pewno o nich wspomnę (jedna znajduje się w bibliografii).

Adnotacja z 17 czerwca 2011: Prosiliśmy o nie popełnianie kontynuacji "Jak zwiększyć poczucie własnej wartości", jednak stało się to z perspektywy daty tego posta błyskawicznie. Dostępna jest już ksiażka pt. "10 prostych sposobów na zwiększenie poczucia własnej wartości" dr Schiraldiego, tym razem wydana przez Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, 4 lata po premierze poprzedniczki.

GWP, 2011; 24,90zł

Oczywiście nikt nie może poza marketingowcami uważać, że na zwiększenie poczucia własnej wartości istnieją proste sposoby, a w dodatku tych sposobów jest dziesięć. Wiemy, jak działa przemysł wydawniczy i mam nadzieję, że nie przyczyni się on kiedyś do premiery przemysłu psychologicznego.





Bibliografia:
Peter Lauster, "Odwaga bycia sobą", Świat Książki, 1996
Glenn R. Schiraldi, "Jak zwiększyć poczucie własnej wartości? Trening", Sensus, 2007

http://wyborcza.pl/1,75476,8799916,Spacer_do_szkoly_zapewnia_lepsze_oceny.html




pierwszy

próbny
dozobaczenia!